Wyd. I. Obj. 0,32 a.w. Nakł. 25 egz.
Francuzom i Holendrom –
z wyrazami wielkiego uznania
SPIS TREŚCI
O Planie ............................................................................................................................ 6
Lista A .............................................................................................................................. 9
Lista B ............................................................................................................................ 14
O PLANIE
Tytuł niniejszego pamfletu lingwistyczno-politycznego ma charakter intertekstualno-interkulturowy. Zachodni i polscy sowietofile – trudzący się obecnie odbudową Związku Radzieckiego w postaci Unii Europejskiej – pamiętają na pewno „skrzydlate” hasło Lenina w oryginale:
Коммунизм – это есть советская власть плюс электрификация всей страны.
Jak przypomina nam cenne opracowanie: В. П. Берков, В. М. Мокиенко, С. Г. Шулежкова, Большой словарь крылатых слов русского языка (Москва : Русские словари ; Астрель ; АСТ, 2000) na s. 229, odnosiło się ono do planu elektryfikacji Rosji. Tymczasem polscy (czy dokładniej: polskojęzyczni) zwolennicy UE zajmują się z zapałem eurofikacją słownictwa języka polskiego (podobnie jak np. anglojęzyczni – eurofikacją angielszczyzny).
W literaturze lingwistycznej odnotowano w ostatnich latach znaczny przyrost liczby derywatów z segmentem euro- w polszczyźnie, zarówno w kręgu nazw pospolitych, jak i imion własnych. Krystyna Kowalik informuje o zarejestrowaniu przez badaczy co najmniej 200 wyrazów pospolitych i ponad 1200 nazw własnych (chrematonimów). W indeksie neologizmów znajdującym się w najnowszej monografii Krystyny Waszakowej naliczyłem ponad 260 wyrazów pospolitych z euro-.
Natomiast moja prywatna „eurokolekcja” liczy ponad 470 wyrazów pospolitych oraz ok. 1500 nazw własnych (różnych typów, nie tylko chrematonimów). Niżej przestawiam z niej same nazwy pospolite – w porządku a tergo (zob. Lista A). Liczba 470 czy 500 nie stanowi jednak w żadnym wypadku szczytu; pewien znany mi osobiście wielki kolekcjoner tekstów polskich w wersji elektronicznej, nie lubiący rozgłosu, ma wyrazów z euro- i Euro- kilkakrotnie – jak przypuszczam – więcej.
Mnie interesują zasadniczo, z założenia, jednostki udokumentowane w drukach i rękopisach; najwyżej cenię wystąpienia wyrażeń dające się opisać bibliograficznie, zlokalizować, zatem zweryfikować dokumentację przez osoby zainteresowane.
Tego rodzaju, by tak rzec Mańczakowski, tekstocentryzm nie uwalnia wszakże od rozterek teoretycznych. Można uznać, że wyraz istnieje czy istniał przez jakiś czas, jeśli wystąpił w jakimś tekście – i tylko tego typu tworami się zajmować. Zdarza się jednak, że teksty giną, jak na przykład korespondencja prywatna (czyż listów zniszczonych, podartych, spalonych na przykład podczas wywołanej przez Niemców II wojny światowej itp., nie da się liczyć na miliony?), ale pamięć o nich niekiedy trwa nadal, jak trwają zdolności wyrazotwórcze autorów owych niezachowanych tekstów, przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Zasadniczo każdy konkretny wyraz niegramatyczny, autosemantyczny może stanowić podstawę, może służyć jako wzór do utworzenia zupełnie nowego wyrazu, albo przynajmniej do odtworzenia wyrazu zapomnianego, nie zawsze z onomazjologicznego punktu widzenia koniecznego. Wyrazy powoływane są do istnienia przez nosiciela danego języka bez jakiegoś specjalnego wysiłku.
Odrębnie podaję (zob. Lista B) przykłady p o s s i b i l i ó w werbalnych zawierających segment euro-, które albo już zaistniały, choć badacze słownictwa tego nie zauważyli, albo zaistnieją (zwłaszcza w wypadku umocnienia się Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, ale i – z drugiej strony – narastania społecznego buntu przeciw ZSRE).
Reguły tworzenia euro-possibiliów są proste i znane. Wystarczy zajrzeć do obszerniejszego podręcznika leksykologii, opisującego zjawiska antonimi, synonimii, konwersji, hiperonimii i kohiponimii. W podręczniku słowotwórstwa szczególnie godne uwagi są opisy sposobów tworzenia zdrobnień, zgrubień, spieszczeń, najrozmaitszych ekspresywizmów.
Skoro zaistniała tekstowo, i ekstralingwalnie, euromiłość, to czemu by Polacy – zwłaszcza ci (nie)poprawni politycznie – nie mieli użyć, i twórczo używać, derywatu euronienawiść?
Skoro zaistniała tekstowo (i ekstralingwalnie) eurogłupota, to czemu by Polacy – zwłaszcza ci niepoprawni politycznie – nie mieli użyć derywatów: eurobałwaństwo, eurobezmózgowie, eurobezmyślność, eurodebilizm, eurodemencja, eurofilisterstwo, eurogapiowatość, eurogapowatość, eurogłupawość, eurogłupkowatość, eurogłupowatość, eurogłuptactwo, euroidiotyzm, euroimbecylizm, eurokretynizm, eurokretyństwo, eurokrótkowzroczność, eurolekkomyślność, euroniedojrzałość, euroniedomyślność, euronieopatrzność, euronieostrożność, euroniepojętność, euronierozwaga, euronierozważność, euroograniczoność, eurootępienie, europalma, euroskretynienie, euroszajba, euroślepota, eurotępota, eurozidiocenie?
Skoro zaistniała eurokatastrofa, to i eurofiasko i, eurokataklizm i, euroklęska i, euroniepowodzenie i euronieszczęście jest pewne. Wcześniej czy później.
Skoro eurosceptycyzm, to i euroniedowierzanie, euroniewiara, europodejrzliwość, europowątpiewanie, eurozwątpienie.
Itp., itd.
Jeśli brukselskie plany eurofikacji zostaną zrealizowane szybko, archiwiści polskiego słownictwa będą mieli wkrótce do odnotowania nie setki czy tysiące, lecz dziesiątki tysięcy euro-tworów.
LISTA A